Blog badawczy

O zacnym królu, fałszywym grosiku i w konsekwencji pięknym medaliku

Ciekawa historia. Oczywiście z archeologią w tle 😉

Ostatnio w GPA trwa ‘okres ceramiczny’ w jej działalności …dziesiątki, setki, a nawet tysiące (nie grube, ale jednak) opracowywanych skorup…ufff. Nie narzekam, bo to lubię, a w dodatku przeplatam to jeszcze, aby nie zwariować, piśmiennictwem tekstów natury archeologicznej oraz omówieniami wydzielonych zabytków. I postanowiłem coś napisać a propos tego ostatniego ‘przerywnika’.

Podczas zeszłorocznych badań w Gliwicach Czechowicach, w trakcie odsłaniania reliktów kamienno-ceglanego fundamentu natrafiliśmy (tu ukłony dla naszej sekcji ‘detekto’ 😉 ) na ciekawy zabytek. Oczywiście stwierdzenie ‘ciekawy’ jest tu może niezbyt trafne, bo odkryliśmy tam wiele innych, równie ciekawych eksponatów – także może lepiej byłoby napisać ‘wyjątkowy’.

21
Grosz gdański z Czechowic, fot. P. Milejski

Zabytek ten to moneta, niestety o znacznie zniszczonej przez czas i być może użytkowanie powierzchni. Jak się okazało podczas badań numizmatycznych przeprowadzonych przez Pawła Milejskiego z IA Uwr (dziękuję!) to grosz gdański króla Polski Zygmunta III Wazy z 1623 r….a właściwie… jego fałszerstwo… Diabeł tkwi, jak zresztą zwykle w takich przypadkach, w detalach wybitych na monecie. Kontekst odkrycia tej monety wskazuje, iż jest to jednak ‘fałszerstwo z epoki’, a nie kolejna odsłona podróbki tego numizmatu oferowana na znanych portalach sprzedażowych.

Falsyfikaty monet króla pochodzące z XVII w. nie są jednak niczym szczególnym, gdyż podrabiano je już za jego panowania. I to, jak ustaliłem, zarówno poza granicami Królestwa, jak też w jego granicach. Ot, takie czasy 😉 Wyczytałem w internetach, że ponoć najczęściej obecnie podrabianą monetą polską jest 5 złotych… ale nie mam zielonego pojęcia jak ją odróżnić od tej z NBP 😉  Może potrafią to robić gliwickie parkometry – ale wtedy, z moich roboczych obserwacji – najczęściej podrabianą musiałaby być „2”! 😉

W każdym razie analiza, którą wykonałem spektrometrem wykazała, że srebrny grosz gdański zawiera w sobie jedynie niespełna 20% szlachetnego pierwiastka Ag, w zdecydowanej mierze składając się z… miedzi. Trudno mi powiedzieć czy wynik ten jest miarodajny – głównie ze względu na fakt, iż powierzchnie monety są zniszczone i być może w przeszłości jedynie one pokryte były cienką warstwą srebra, a reszta była po prostu miedziana. W każdym razie wybitnie ‚srebrny’ grosz to nie był 😉

Czechowice_18 (21)

Pomijając jednak kwestie kruszców. Falsyfikat czy niefalsyfikat. Król Zygmunt, w koronie, w krezie i płaszczu, z łańcuchem Orderu Złotego Runa był postacią prawdziwą. Znany był ze swojej pobożności, ascezy oraz poparcia dla kontrreformacji. Zapewne te cechy króla sprawiły, iż moneta, na której widniało jego popiersie została przebita otworem by służyć jako medalik. I ten oto medalik trafił do grobu jednego ze zmarłych pochowanych na cmentarzyku przy kościele Św. Jerzego w Czechowicach.

Na koniec jeszcze może o tym skąd grosz gdański w Czechowicach? No cóż…handel. Gdańsk zawsze nim stał.

Reklamy

Hynkowy krasikoń

Każdy zabytek niesie ze sobą jakąś historię, opowieść. Czasem wesołą, czasem smutną, czasem prostą, czasem skomplikowaną. Niestety bardzo rzadko udaje się ją poznać, choćby w ułamku. Dlatego możemy tkać w myślach różne scenariusze. Ale to w archeologii chyba też jest piękne… 😉

Hynkowy krasikoń

Roku pańskiego 1682 pola w czechowickim majątku obrodziły wyjątkowo. Już w początkach lipca pokryły się złotem, falującym w rytmie ciepłych letnich podmuchów. Miejscowe szeptuchy wróżyły dostatek, lecz nie obnosiły się z tym zanadto, przeczuwając, ze zbytni urodzaj często zwiastować może jakiś przyszły kataklizm.

Hynek już od świtu kręcił się niespokojnie po obejściu chałupy, doglądając gwarnego jak na ta porę inwentarza. Jako skromny zagrodnik rozmyślał o tym, że mimo dorodnych plonów jakimi obdarzyło również jego kawałek ziemi i tak będzie się musiał zatrudnić w folwarku, aby w spokoju przetrwać z rodziną kolejna zimę. Co gorsza, nowy właściciel, baron von Welczek znany był z tego, iż płacił mało, nie zatrudniał nigdy ponad miarę, co wynikało jednako tyle samo z rozwagi co i zwyczajnego skąpstwa tegoż jegomościa. Po głowie chodziły mu tez jednak inne, słodkie, a jednocześnie gorzkie myśli, które wypierały ponure trudności codziennego życia. To już równo dwadzieścia wiosen mija jak spotkał na swej drodze Dorcie, najpiękniejszą niewiastę jaką w życiu ujrzały jego oczy. Niewiastę, w której rozkochał się od razu, od pierwszego wejrzenia, bez pamięci. Co ważniejsze, czego z początku świadom w zupełności nie był, z wzajemnością.

Dorcia była czwarta córką Ahima, kowala ze wsi Zernitz, człeka cieszącego się powszechnym uznaniem i poważaniem w całym dekanacie. Potrafił on wszelako i wykuć solidny lemiesz, jak też wyrwać dręczącego śmiertelnika zęba. Ludziska przypisywali mu moc nieco magiczną. Rad u niego też szukali niczym u plebana. Ahim dbał o swoje córki, lecz to właśnie Dorcia była jego najukochańszą, być może dlatego, że najmłodszą dzieciną. Już od pierwszych lat życia była dziewczęciem ciekawym świata, a w szczególności przyrody i wszelakiej alchemii, dlatego towarzyszyła ojcu niemal na krok.

Pewnego razu, gdy Dorcia weszła juz w 17 rok swojego życia kowal Ahim zyskał dzięki dobrej ludzisków opinii zapotrzebowanie od proboszcza ze wsi Czechowitz na nowe drzwi tutejszego kościółka. Zwykle na takowe pomiary Ahim słał swego czeladnika Dobka, lecz tym razem chciał uczynić to sam, by przysposobić przy tej okazji swej ciekawej świata Dorci szansy na eskapadę. Los chciał, że to właśnie Hynek tego dnia na prośbę plebana otworzyć miał przyjezdnym podniszczone czasem i wilgocią wrota kościółka…

I żech ją teda ujrzoł… – pomyślał Hynek, a jego lico z razu rozbłysło kryjąc wszelkie oznaki doczesnego zmartwienia.

Spotykali się z początku z rzadka, na gwarnych targach wsi Sosnicowitz, gdzie kowal Ahim stawiał czasem swój obwoźny kram, a gdzie ojciec słał Hynka z miodem i woskiem na handel. Zerkali już wówczas na siebie często, coraz bardziej zaczarowani rodzącym się miedzy nimi uczuciem. I tak przeszło dwa lata z okładem… Hynek nie miał bowiem w tym czasie ani razu na tyle odwagi, aby do Dorci przemówić. Raz tylko, wiosenną porą posłał jej korzystając z posługi umorusanego bajta zielonkę czterolistnej kończyny, którą znalazł wodząc rozmarzony przy diabelskim głazie w czechowickim w lesie.

Dorcia otrzymane ziele zachowała i od razu traktowała niczym relikwię. Trzymała ją pod poduchą w małym puzderku, co też szybko odkryły jej ciekawskie siostrzyczki. Wieści o tym krasikoniu rychło też trafiły do uszu Ahima. Stary już z dawna widział córkę wodzącą oczami za Hynkiem, z czego nie był nazbyt szczęśliwy. Czuł, że rychło straci najmilszą mu pociechę. Wiek i doświadczenie podpowiadały mu jednak, że nie godzi się wciskać swojej zazdrości miedzy młodych. Wybrał się zatem pewnej soboty, aby rozmówić się z hynkowym fatrem. Starziki sobie gorzałki popili i zrękowiny młodych uradzili. Na odchodne kowal wręczył Hynkowi pierścień własnoręcznie wytworzony, z krasikoniowym grawerem, aby ten go Dorci na palec włożył, z obietnicą wiecznego szczęścia u jego boku.

I tak pewnego wiosennego dnia Hynek i Dorcia złączyli swoje drogi, w miłości, w zdrowiu i chorobie, w dostatku i niedostatku, na zawsze. A ahimowy pierścień był tego pieczęcią.

Wznoszące się na widnokręgu słońce coraz mocnej ogrzewało budzącą się do życia zagrodę Hynka. Krowy donośnie już domagały się dojenia, a buńczuczny kogut z radością zapiał po raz wtóry witając jutrzenkę. Wyrwany z letargu Hynek spojrzał w zadumie w kierunku snującego się za drzewami cienia lekko już zmurszałego kościółka…

Zaś bedziesz dumoł na tym zydlu cała doba fater, aaa…??? – powiedziała dobitnie stojąca w drzwiach chałupy nastoletnia już Fridka. A Hynkowi się wydało, że to do niego sama Dorcia mówi. I z razu zrobiło mu się jakoś lżej na sercu…

RZ, Tarnowo Podgórne, 21-22.01.2019

hynkowy
Pierścionek odkryty  w 2018 roku na cmentarzysku przy reliktach kościoła Św. Jerzego w Gliwicach Czechowicach, ok. XVI-XVII w., fot. RZ

Nad Mikulczyckim Potokiem (cz.2)

W dolinie Potoku Mikulczyckiego, oprócz śladów pobytu łowców paleolitycznych i mezolitycznych odnaleźć można również bliższe naszym czasom obiekty świadczące o ciekawej przeszłości, w której ciąg wplatane były nurt i brzegi tej niewielkiej dziś rzeczki. Podczas jednej z moich wędrówek wzdłuż jej biegu natknąłem na stojący do dziś w polach przylegających do zabudowań podgliwickiego Czekanowa budynek murowany.

Ortofotomapa: https://www.google.com/maps/@50.3442529,18.7377528,416m/data=!3m1!1e3

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Zbudowany z kamienia polnego i cegły obiekt właściwie jest już dziś niestety kompletną ruiną, dodatkowo bardzo zaśmieconą… Wiedziony potrzebą badawczą sięgnąłem do Katalogu Zabytków Sztuki w Polsce, skąd dowiedziałem się, że budynek ten oznaczono jako dawny młyn, wzniesiony w XVII stuleciu, a następnie przekształcony i przebudowany w kolejnych wiekach. Zapewne był on w przeszłości częścią folwarku, rozbudowanego w XIX w. za sprawą rodziny von Raczeck, która wzniosła w Czekanowie swój pałac rodowy. Pałac i towarzyszący mu majątek został zamieniony w latach powojnenych w PGR, co sprawia iż w okolicznym krajobrazie rządzą dekadenckie widoki znane z innych pokołchozowych przestrzeni, po upadłych w początkach lat 90-tych XX w. tego typu majątkach państwowych.

skany@muzeumslaskie.pl_20190102_130143_0002
Młyn na fotografii archiwalnej z lat 60-tych XX w. (źródło: Katalog Zabytków Sztuki w Polsce, t. VI, z.5, Warszawa 1966)

Wracając jednak do młyna. Umierający dziś w zapomnieniu budynek niczym nie manifestuje dawnej swojej funkcji. Relikty uciętych naściennych instalacji wskazują, że w czasach ’słusznie minionych’ korzystano jeszcze z jego wnętrza, zapewne w celach mieszkalnych lub magazynowych. W latach 60-tych XX w. budynek nie wyglądał jeszcze tak źle. Przykryty był wówczas wyglądającym solidnie naczółkowym dachem, do wejścia na wysokości pierwszego piętra prowadziła drewniana klatka schodowa, malowniczo wkomponowana w kamienne przyziemie. Budynek miał swoją „magię” 😉

SBB_IIIC_Kart_N 15060_Band 2_Blatt 26_Mikulczyce
Młyn w Czekanowie na fragmencie mapy Christiana Friedricha von Wrede z lat ok. 1747-53 (zbiory: Staatsbibliothek zu Berlin)

Kierowany tą „magią” poszperałem w poszukiwaniu odleglejszej historii tego miejsca. Zerknąłem tu do niezastąpionych map Christiana Friedricha von Wrede. W Czekanowie w połowie XVII wieku istniał dwór, na południe od którego rzeczywiście istniało koło wodne! Zastanawiający jest tu jednak również widniejący obok napis „Hammer”. Czy świadczy on o tym, że trzy stulecia temu w budynku tym istniała mała hamernia, w której napędzany wodami Potoku Mikulczyckiego młot nadawał kształt żelaznym wytopom. Wydaje się to prawdopodobne. Taka manufaktura nie byłaby bowiem niczym szczególnym dla ziem Górnego Śląska, bo podobne istniały z pewnością na innych rzekach regionu – Małej Panwi czy Bierawce. Tak czy owak szkoda, że obiekty takie jak ten czekanowski, być może najstarsze namacalne świadectwa wielowiekowego przemysłowego charakteru naszego regionu  straszą dziś bezsilnością i zapomnieniem…

Świątecznie

Szanowni Państwo, drodzy Przyjaciele, Współpracownicy, Klienci, niech te Święta upłyną Wam w spokoju, radości i wzajemnej życzliwości, a Nowy Rok przyniesie wiele nowych wyzwań i równie wspaniałych osiągnięć, ale przede wszystkim dużo uśmiechu i pogody ducha na codzień!

Wszystkiego dobrego!

Radek Zdaniewicz

skrzat

Butelka z historią

Archeologia jest niesamowita, a ziemia kryje jeszcze tak wiele… Ciekawe ile razy w życiu jeszcze mnie zaskoczy, ile razy będę stał i obserwował jakąś dziurę w ziemi, a chwilę później będzie ona już dla mnie miejscem archeologicznie uświęconym, gdzie odkryłem jakiś niesamowity okruch naszej przeszłości. Normalnie jak w wierszu Wystana Hugh Audena:

„Szpadel archeologa

Przebija się w głębie z dawna

Opustoszałych domostw,

wydobywa spod ziemi świadectwa stylów życia,

o których nikomu dzisiaj nawet by się nie śniło (…).“

(za: Wystan Hugh Auden, „Archeologia”, 44 wiersze, wybór, tłum. Stanisław Barańczak, Kraków 1994).

Górnośląski Pszów. Chłodny i śnieżny grudniowy poranek. Koparka leniwie podnosi łychę, by odsłonić kolejny fragment wykopu pod nowo budowaną kanalizację. Ziemia pełna żużla i gruzu, podbudowy lokalnej dojazdówki do posesji. Nagle w tym całym marasie coś przebija, kłuje w oczy szklistą zielenią… butelka. Trochę wody, szmatka… i po chwili oczom ukazuje się jakiś napis… Apotheker Ignatz Frank Loslau O/S.

IMG_0003

Z pozoru zwykła na pierwszy rzut oka butelka okazała się być pięknym świadectwem historii. To wspaniałe kiedy archeologowi udaje się powiązać jakiś przedmiot z konkretną osobą z przeszłości (o czym już kiedyś pisałem, przy okazji obrączki z Gliwic Czechowic). Dzięki pomocy i życzliwości p. Sławomira Kulpy, Dyrektora Muzeum w Wodzisławiu Śląskim, o którym śmiało mogę powiedzieć, że jest wielkim pasjonatem lokalnej przeszłości dowiedziałem się o tym znalezisku bardzo wiele! Okazało się, że znalezisko jest butelką niezwykłą, butelką z historią… historią, o której możecie poczytać w świetnym artykule p. Sławomira, który ukazał się na łamach Gazety Wodzisławskiej. Lekturę oczywiście serdecznie polecam! Artykuł znajdziecie w linku poniżej, na str. 4 😉

https://sbc.org.pl/Content/107642/GazWodz_2008_R000_007_(7).pdf

P.S. Jeśli kogoś by to interesowało, to butelka trafi w przyszłości do zbiorów Muzeum w Wodzisławiu Śląskim! 😉

Nad Mikulczyckim Potokiem (cz.1)

Od ostatniego posta minęło trochę czasu. No cóż – wir pracy i różnorakich opracowań pochłonął mnie bez reszty – ale nie narzekam, bo ciekawe archeologiczne projekty za mną, a nowe wyzwania czekają już na 2019 roku! ;). W Górnośląskiej Pracowni Archeologicznej sezon badawczy 2018 r. dobiegł już końca, dlatego w zimie pozwolę sobie na kilka wpisów retrospekcyjnych, dotyczących mijającego roku. Oczywiście w pamięci mam nadal jeszcze jeden albo dwa posty o badaniach w Pniowie – ale postanowiłem poczekać, aż do GPA wrócą zabytki metalowe, które obecnie ‘konserwują’ się jeszcze na całego. Z nimi opowieść będzie barwniejsza – zaufajcie mi ;).

Potok Mikulczycki
Potok Mikulczycki na terenie Zabrza, fot. GPA

Na razie chciałbym Wam napisać parę słów o dolinie Potoku Mikulczyckiego (zwanego także Rokitnickim czy Potokiem Żernickim – w zależności od miejsca, przez który przepływa) – niewielkiej rzeczki wypływającej gdzieś z okolic Bytomia Stolarzowic, a następnie płynącej przez dzielnice dzisiejszego Zabrza, tj. Rokitnicę, Mikulczyce, w kierunku gliwickich Żernik i Zatorza, gdzie wpada do rzeki Bytomki. Okazuje się, że w dolinie tej niewielkiej, nieco ponad 10 km obecnie rzeczki znaleźć można wiele ciekawych miejsc historycznych i archeologicznych – świadectw tego, że nad ciekiem tym od wieków osiedlali się ludzie. Co ciekawe niewielka rzeczka wyznaczała od czasów średniowiecza różne granice administracyjne, ale o tym napiszę innym razem.

Pradolinę Potoku Mikulczyckiego bardzo ładnie widać tu: http://mapy.geoportal.gov.pl/imap/?locale=pl&gui=new&sessionID=4243564

Z racji archeologicznych projektów, w których bierze udział GPA w ostatnich tygodniach wiele czasu spędziłem nad Potokiem, w szczególności jego zabrzańskim odcinku. Odbyłem tu kilka mniejszych spacerów wzdłuż pradoliny rzeczki. Niestety jest ona dziś jest w sporej części uregulowana – i nie wieje się już malowniczo, jak zapewne w dawnych czasach wśród łąk, pól i zagajników. Tegoroczna susza mocno nadwątliła też jej leniwy nurt, który tylko po burzach przybierał nieco na sile.

mikule_mezolit
Obozowisko mezolityczne nad Potokiem Mikulczyckim (rys. Ryszard Zdaniewicz)

Niestety nie są to ślady domostw, osad czy grodów, z którymi wielu z nas kojarzy się archeologia. Społeczności końca starszej (paleolitu) i środkowej (mezolitu) części epoki kamienia nie wznosiły jeszcze stałych osiedli, a jedynie czasowe obozowiska z szałasami o lekkich konstrukcjach. Tego typu budynki nie miały szans przetrwać do naszych czasów. Ludzie trudnili się w tym czasie polowaniami na zwierzęta, połowem ryb, uzupełnianym zbieractwem, co sprawiało iż często się przemieszczali  poszukiwaniu nowych łowisk. Jedynymi śladami tychże obozowisk są często tzw. pracownie krzemieniarskie – czyli miejsca, gdzie odkrywane są liczne rdzenie, wióry i odłupki krzemienne stanowiące ślady po miejscach, gdzie myśliwi Ci wytwarzali najprostsze narzędzia służące im np. do zabijania zwierząt (grociki do strzał) czy też późniejszej obróbki mięsa i skóry (skrobacze, nożyki).

peleolit
Zabytki paleolityczne z Zabrza Mikulczyc (źródło:  B. Ginter, Zabrze-Mikulczyce (An Upper Palaeolithic Flint Workshop), Recherches Archéologiques
de 1972, Kraków 1973, s. 7–9)

Pierwsze znaleziska, w postaci drobnych narzędzi, półproduktów i odrzutów krzemiennych w pradolinie Potoku i na brzegach piaszczystych wysoczyzn ją otaczających odkrywano jeszcze w latach 30-tych XX w. Badacze niemieccy wskazywali na liczne punkty w dolinie rzeczki, gdzie poczyniono odkrycia zabytków krzemiennych. W latach powojennych, w trakcie badań archeologicznych prowadzonych na jednym ze stanowisk nad potokiem, na terenie w Zabrza Mikulczyc odkryto około tysiąca różnorakich narzędzi i półproduktów wykonanych z krzemienia, a także miejscowego rogowca (tzw. radiolarytu). Są one świadectwem istnienia tu w przeszłości wyspecjalizowanej pracowni krzemieniarskiej.

Dlatego wszystkim spacerowiczom po pradolinie Potoku Mikulczyckiego pragnę zakomunikować, że ten teren to nie tylko urokliwa przyroda, ale też spory kawał historii, a właściwie prahistorii.

P.S. A propos tej pięknej tutejszej przyrody – polecam Wam urokliwe fotki znad rzeczki wykonane przez przyjaciela GPA – Liska z aparatem, którego fejsbookowy profil serdecznie polecam! 😉

https://www.facebook.com/lisekzaparatem/photos/a.990474751015461/1696042777125318/?type=3&theater

https://www.facebook.com/lisekzaparatem/photos/a.1369633513099581/1316702491726017/?type=3&theater

https://www.facebook.com/lisekzaparatem/photos/a.1369633513099581/1296251017104498/?type=3&theater

O badaniach grodziska w Pniowie (odc. 3)

Podstawowym zadaniem w trakcie prac archeologicznych prowadzonych w obrębie reliktów siedziby rycerskiej jest rozpoznanie poszczególnych elementów tego założenia, na które składały się zwykle: posadowiony na kopcu ziemnym budynek mieszkalno-obronny, relikty umocnień (wał, palisada, fosa) oraz podgrodzie, czyli zaplecze gospodarcze lub mieszkalno-gospodarcze. Właśnie taki plan badawczy przyjęliśmy również w Pniowie.

wieża
Przykładowa wieża rycerska (oprac. R.Z)

Zanim jednak przystąpiliśmy do badań, sam zachowany do dziś kopiec ziemny i jego bezpośrednie otoczenie ‘przeskanowaliśmy’ metodami nieinwazyjnymi, czyli takimi, które pozwalają na uchwycenie pod powierzchnią ziemi ewentualnych śladów działalności ludzkiej, tj. tzw. obiektów archeologicznych. W Pniowie badania te utrudniała bujna roślinność, w szczególności drzewa oraz (niestety!!!) potworne zaśmiecenie tego terenu…

fot.1
Drzewa porastające kopiec ziemny w Pniowie, fot. R.Z.  (jesień 2015)

Jednak wiadomo – kto nie próbuje, ten nie ma 😉 Korzystając z pomocy zaprzyjaźnionych badaczy z Warszawy wykonaliśmy w 2015 roku badania geofizyczne za pomocą urządzenia zwanego magnetometrem. W trakcie tych prac okazało się, że w obrębie samego kopca, a także w jego bezpośrednim otoczeniu znajduje się duża ilość różnej wielkości anomalii podpowierzchniowych. Takie anomalie wystąpiły również na kulminacji stożka ziemnego, gdzie spodziewaliśmy się istnienia reliktów wieży rycerskiej.

magnetyka
Interpretacja anomalii podpowierzchniowych, które wystąpiły w obrębie grodziska w Pniowie (opr. P. Wroniecki, 2015 r.)

Niestety wieloletnie wybieranie piasku ze stoków kopca oraz, jak pokazuje zdjęcie z lat 30-tych XX w. również z jego kulminacji nie rokowały zbyt dobrze. Poza tym, w obrębie kulminacji założono też wykop sondażowy w latach 70-tych, także wiadomym było, że ‘anomalia’ która wystąpiła po jego północnej części to ślad po poprzednich badaniach stanowiska. Sondowanie górnej płaszczyzny wzgórza utrudniał też ogromny dąb, stojący majestatycznie w jego centrum.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Ślady niszczenia kopca przez eksploatację piasku (fot. archiwalne)

Wykop (nr 1) założyliśmy zatem, w zachodniej części plateau kopca, gdzie wystąpił ‚rokujący badawczo’ domniemany, podpowierzchniowy ślad po działalności człowieka, tj. jak to archeologowie często mówią: obiekt archeologiczny. W trakcie eksploracji wykopu 1 niestety nie jednak natrafiliśmy na żadne obiekty, stanowiące pozostałości samej konstrukcji wieży rycerskiej. Podobnie w wykopie nr 4 założonym po południowej stronie wierzchołka kopca. Majdan górny kopca zniszczony został przez nieznanej funkcji wkopy współczesne , z tym że przynajmniej jeden pochodzi z krzyża wkopanego tu przez miejscową ludność (na fotografii ten z fragmentami cegieł). Inne mogą się wiązać być może z poszukiwaniem grobu generała szwedzkiego z czasów Wojny 30-letniej, który wg lokalnej opowieści miał zostać pochowany na szczycie wzgórza w przeszłości. Z jednej strony to piękne, że miejsca posiadają swoje legendy, ale niekiedy legendy te mogą mieć fatalny wpływ na zachowanie miejsc historycznych…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Układ warstw zachowany na górze kopca w wykopach nr 1 i 4 (fot. R.Z)

W każdym razie w warstwach wierzchnich wykopów nr 1 i 4 zalegała duża ilość grud polepy (przepalonej gliny), niekiedy z odciśniętymi negatywami po belkach. Stanowią one niewątpliwie materialny dowód istnienia tu budynku mieszkalnego. Wydaje się, iż wykonano go z belek drewnianych w konstrukcji zrębowej, a następnie jego ściany, w celu izolacji obłożono dodatkowo gliną. Wśród grud polepy zalegały również gwoździe żelazne, kliny i inne elementy osprzętu budowlanego, które z pewnością służyły do łączenia ze sobą drewnianych elementów konstrukcji wieży. Co ciekawe, w wykopach na kulminacji kopca oprócz ułamków naczyń średniowiecznych, reliktów zgrzebła służącego do pielęgnacji konia – nie odkryliśmy ani jednego ułamka kafla piecowego. Być może zatem grudy polepy mogły stanowić również relikty prostego, glinianego pieca, który kiedyś ogrzewał wnętrze wieży. Brak kafli, zarówno garnkowych jak też płytowych świadczy też zapewne o tym, że mieszkający tu rycerz nie był zbyt zamożny.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Trudno jednakże określić w jaki sposób wieża uległa destrukcji. Na szczycie kopca odkryliśmy także dotychczas dwa groty bełtu – obydwa od strony południowej – może są one świadectwem tego, że wieża była ostrzeliwana właśnie z tej strony? Jednak nie zachowała się żadna warstwa spalenizny, która mogłaby o tym ewentualnie przesądzić o pożarze. Ceramikę naczyniową (którą odkryliśmy głównie w fosie – o tym w kolejnym odcinku), datować można ogólnie na 2 poł. XIII w. po XV w. Być może wieża zakończyła swoje istnienie w związku z rejzami husyckimi w latach 30-tych XV wieku, a być może została opuszczona i podupadała, bo jakieś nieszczęście przydarzyło się rycerzowi i jego rodzinie. Jaki świat archeologa byłby jednak piękny, jeśli zawsze udawałoby mu się dogłębnie poznać dzieje ludzi, których życie bada. Anglicy określają takie myślenie jako wishful thinking. W punkt! 😉