Blog badawczy

1772

Ostatnio na nadzorze poprzedzającym budowę domku jednorodzinnego w Gliwicach Czechowicach trafiła nam się taka oto monetka (ukłony dla Toma za pomoc). Srebrna 1/48 część talara z 1772 r. wybity w mennicy przez króla Pruskiego Fryderyka II. Co ciekawe tuż obok badanej działki biegł stary trakt z Gliwic, przez Łabędy dalej ku Pyskowicom (dzisiejsza ul. Strzelców Bytomskich). Czy można ją jakoś łączyć z tym szlakiem? Pewnie tak. Ale w jakich okolicznościach trafiła do ziemi to już trudno powiedzieć…

IMG_20200314_084846

Nie mniej jednak patrząc na tą monetkę tak sobie pomyślałem…. Ciekawe czy 1772 rok był ważny dla Gliwic, czy ówcześnie pobliskich wsi Łabędy i Czechowice? Czym wówczas ‚żyła’ ta część Górnego Śląska?

Pierwsza myśl – smutny był z pewnością dla sąsiedniej Rzeczypospolitej, która targana wewnętrznymi problemami została po raz pierwszy rozebrana przez mocarstwa europejskie. Kronikarz gliwicki Benno Nietsche odnotował, że z racji tego, iż ‚swój kąsek’ uszczknęły też Prusy w Gliwicach wzmocniono garnizon kirasjerów (1). To jednak rzecz poboczna.

Dla Gliwic większe znaczenie miało chyba to, że w 1772 w dalekiej Szkocji właśnie urodził się John Baildon, postać bardzo ważna dla industrializacji miasta i w ogóle całego Górnego Śląska. Zbudowany przez niego w Gliwicach, opalany koksem, wielki piec był pierwszym tego typu urządzeniem w całej Europie! A wszystko to działo się w czasie, gdy miastem zarządzał burmistrz Martin Elsner, jedna z ważniejszych postaci w jego kilkusetletniej historii, bo pełnił ten urząd aż przez 62 lata! (2). Za jego czasów , właśnie w 1772 roku magistrat gliwicki przekazał też informację, o nasadzeniu kilku tysięcy krzewów morwowych na miejscu dawnych, pamiętających jeszcze średniowiecze wałów otaczających miasto. Stało się tak, bo król Fryderyk, ten sam, który wybił naszą monetę, nakazał w tym czasie likwidację fortyfikacji ziemnych, by zyskać miejsce na uprawy morwy. Zatem krajobraz przestrzeni wokół dzisiejszej Starówki uległ w tym czasie sporym przeobrażeniom.

mapka
Fragment mapy Christiana Friedricha von Wrede z ok. poł. XVIII w. (zbiory: Staatsbibliothek zu Berlin)

Majątkiem Łabędy i Czechowice zarządzał w 1772 r. Jan Nepomucen von Welczek. Nie był to z pewnością łatwy czas dla mieszkańców Śląska. Wojny z lat 1740-1763 wyniszczyły region pod względem populacji, której liczba miała spaść aż o 20% (3). Niepokoje zahamowały też z pewnością rozwój gospodarczy regionu. Wiadomo, że szczególnie uciśnioną grupą społeczną byli chłopi, znajdujący się na dole hierarchii społecznej, a tych w Łabędach i Czechowicach nie brakowało. Wyczytałem, że wysokie obciążenia pańszczyźniane sprawiły, iż w dominium Welczków w 1766 wybuchły bunty chłopskie, które zmusiły Jana Nepomucena do obniżenia pańszczyzny aż o połowę (4). Być może niższe dochody, a może chęć ukarania krnąbrnych chłopów wpłynęły na to, iż Welczkowie nie ukończyli budowy murowanego kościoła w Czechowicach…. Tego nie wiadomo, ale sprawa ta jednak niewątpliwie ‘gryzła’ Jana Nepomucena jeszcze na łożu śmierci. Umierając w 1811 r. nakazał bowiem swojemu synowi budowę w Czechowicach kaplicy polnej (5), która miała zapewne zrekompensować miejscowym brak kościoła. Sprawa ta ‚gryzła’ też 200 lat później innych Gliwiczan, którzy na nowo odkryli relikty zanikłej czechowickiej świątyni 😉 (hic!).

Ale wracając do samej monety… (…) drewniany wóz podskoczył na obłym kamieniu, wystającym niczym koci łeb z piaszczystej nawierzchni traktu. Podskoczył woźnica, podskoczyli wszyscy jadący na niedzielną mszę do łabędzkiej fary. Podskoczyła też moneta, a opuszczając szeroką kieszeń, błysnęła tylko w kącie oka wąsatego stangreta. Upadła głucho w kępy traw, w miejsce gdzie dwieście lat później odnajdzie ją dwóch miejscowych pasjonatów….(…)

RZ

Literatura:

  • (1) B. Nietsche, Historia Miasta Gliwice, tłum. S. Rosenbaum, opr. nauk. B. Tracz, Gliwice 2011, s. 180
  • (2)P. Boroń, Burmistrzowi Gliwic do 1808 r., Gliwice 2019, s. 222-230.
  • (3) J. Kwak, Miasta księstwa opolsko-raciborskiego w XVI-XVIII wieku, Opole 1977, s. 15.
  • (4)O. S. Popiołek, Bunty chłopskie na Górnym Śląsku do roku 1811, Warszawa 1955, s. 62–63
  • (5) ks. P. Górecki, Dawny (już nieistniejący) kościół w Czechowicach –historyczna prefiguracja kościoła św. Jerzego w Łabędach (w:) Łabędy. Dzieje miejscowości i parafii, red. ks. A. Hanich, S. Rosenbaum B. Tracz, ks. Piotr Górecki, Gliwice -Łabędy 2017, s. 378.

Miłosny gadżet

Nie wiem czy to dobry moment czy niedobry, bo Walentynki to w naszej kulturze i tradycji rzecz znana dopiero od niedawna – ale co tam -może pozostawię na boku swoje rodzimowiercze wywody, by pokazać Wam tu jeden cudnej urody przedmiocik, i to! a jakże! – miłosny! 😉

Trzeba podkreślić, że zabytek znaleziony został przez Patryka Korczaka z Kozłowa na terenie podgliwickiej wsi Rachowice, który obywatelsko przekazał go do katowickiego WKZ. Fajnie, bo dzięki temu przedmiot trafi do gliwickiego Muzeum i pewnie kiedyś znajdziecie go na ekspozycji stałej w Gliwicach. Cieszę się, że dzięki przychylności i różnym zbiegom okoliczności przyszło mi ten przedmiocik opisać, zinterpretować i jeszcze wykonać badania metaloznawcze – co też niedługo ukaże się w małym artykule wydanym drukiem 😉

Wyobraźcie sobie, że przedmiot, który znalazł Partyk to niezwykle rzadka i cenna rzecz! (dotychczas z terenu Polski znany i publikowany jest jedynie jeden tego typu okaz!). Kwerenda naukowa i analiza porównawcza pozwoliła mi na interpretację zabytku jako elementu pasa, szlufki służącą w przeszłości do zawieszania sakiewki lub też kluczy. Niby zwykła rzecz – ale jak pięknie wykonana…

Część przednia przedstawia dwie postaci ludzkie, kobietę i mężczyznę, w schematycznie ukazanym objęciu, a może w scenie tańca? Zatem wiele wskazuje, iż mamy tu być może piękną scenę miłosną! Wprawdzie wizerunki postaci są uproszczone, szczególnie rysy twarzy oraz inne elementy anatomii domniemanych partnerów, ale motyw ‘parki’ (zakochanych!?!) jak najbardziej czytelny.

ryc.2

To piękne przedstawienie wiązać można z pewnością kulturą dworską epoki średniowiecza, o czym świadczy stylistyka strojów, w które ubrani są partnerzy. Datowanie – zapewne przełom XV/XVI w.

Piękny prawda? 😉

P.S. O równie pięknym tego typu elemencie pasa, odkrytym niedaleko Stargardu Szczecińskiego poczytać możecie tutaj, w artykule prof. Andrzej Janowskiego :

https://www.academia.edu/11390441/Zakochana_para._P%C3%B3%C5%BAnogotycki_element_pasa_ze_Stargardu_Love_couple._Late_Gothic_part_of_the_belt_from_Stargard

Małe podsumowanie A.D. 2019

Koniec roku już tuż tuż! A 2019 był wyjątkowo pracowity dla GPA! Były badania archeologiczne i powierzchniowe, były nadzory małe i duże – słowem setki metrów sześciennych przebadanej ziemi, setki kilometrów przechodzonych i tysiące przejechanych, tysiące wydobytych zabytków i tysiące napisanych o badaniach słów, które ukazały się zarówno na tym blogu, w prasie, ale także w artykułach archeologicznych. Słów, które zostały wypowiedziane w mediach czy na konferencjach naukowych.

Ale Górnośląska Pracownia Archeologiczna to przede wszystkim ludzie i współpraca z nimi!

W 2019 r. miałem przyjemność współpracy zarówno z firmami z sektora prywatnego, ale również instytucjami publicznymi i samorządowymi, wspólnotami wyznaniowymi, a także inwestorami indywidualnymi przy realizacji mniejszych i większych zadań, które wymagały pomocy archeologa. Cieszę się, że współpraca zawsze układała się prawidłowo i przy pomocy GPA tak wiele inwestycji na Górnym Śląsku zostało zakończonych, a nowe budynki, drogi, wodociągi, gazociągi, etc… służą mieszkańcom naszego regionu. Co ważne wszystkie odkryte przez nas podczas prac obiekty archeologiczne zostały zadokumentowane, a wydobyte zabytki trafiły bądź trafią w niedalekiej przyszłości do naszych górnośląskich Muzeów. Mam nadzieję, że 2020 r. przyniesie również wiele ciekawych wspólnych prac i zadań! Za współpracę w 2019 r. Wszystkim Państwu serdecznie dziękuję!

GPA to jednak nie tylko archeologia związana z ruchem inwestycyjnym w regionie, ale również prowadzenie regularnych badań archeologicznych. To wspaniałe, że nie jest to jedynie moja pasja, ale również wielu, wielu innych! Są wśród Was (i nie będę tu odmieniał, bo wiadomo, że obydwu płci!) archeolodzy, historycy, muzealnicy, pasjonaci przeszłości, poszukiwacze, redaktorzy, konserwatorzy, studenci, słowem wielka ilość wspaniałych i ciekawych ludzi. Nie sposób wszystkich wymienić, a już na pewno przestawić na jednej wizualnej pocztówce! Dziękuję moi Drodzy przyjaciele za całą pomoc i wiele wspaniałych chwil, które spędziliśmy wspólnie badając przeszłość śląskiej ziemi w 2019 r.! Jesteście wielcy! Ukłony niskie dla Was ode mnie i od mojego małego ‚archeo zakładu’ !!!

Do Siego Roku!

Radek Zdaniewicz

ddd

„Wiedeński” rarytas

Podejrzewam, iż żadnej Gliwiczance czy Gliwiczaninowi nie trzeba przytaczać historii o pobycie króla Jana III Sobieskiego w Gliwicach, który odwiedził miasto w drodze na pole słynnej bitwy pod Wiedniem w 1683. Sam też tą historię opowiadałem chyba milion razy podczas oprowadzań dla zwiedzających, które prowadziłem pracując jeszcze w Muzeum w Gliwicach.  Nie spodziewałem się jednak, że kiedyś przyjdzie odkryć w mieście cokolwiek, co upamiętnia ten ważki epizod z historii Gliwic!

Do Górnośląskiej Pracowni Archeologicznej wrócił jakiś czas temu po procesie konserwacji (ukłony dla Kasi H. za wspaniałe odczyszczenie i zabezpieczenie zabytku) piękny medalik, odkryty przy starym kościele Św. Bartłomieja w Gliwicach. Dopiero dziś, opracowując zabytki znalezione przez nas tu w 2019 r. moją uwagę zwrócił piękny, dosyć sporych rozmiarów medalik  (tu ukłony dla Lesia i Patryka za pomoc w pracach). Na awersie ukazano Matkę Boską z dzieciątkiem oraz towarzyszącymi aniołami. Takie przedstawiania są dosyć częste na medalikach pochodzących z Gliwic pochodzących z czasów nowożytnych.

Ale to co ukazuje rewers zabytku zaskoczyło mnie zupełnie… Otóż widnieje tu scena…ze zwycięskiej dla polskiego oręża bitwy pod Wiedniem! Widać namioty, walczących konnych, a w tle panoramę samej obecnej stolicy Austrii. U dołu napis Vienna…1683… Nad walczącymi przedstawiono symbolicznie trzy osoby boskie, czuwające nad przebiegiem walki między chrześcijanami a muzułmanami. Wydaje się, zatem, iż medalik wybito na pamiątkę wspaniałego zwycięstwa Sobieskiego nad Turkami!

Trudno mi go obecnie precyzyjnie datować. W tej części cmentarza przy starym kościółku Św. Bartłomieja odkryliśmy groby i zabytki związane z pochówkami pochodzącymi głownie z XIX w. Być może i ten okaz pochodzi z tego okresu. Piękne jest jednak to, że medalik został odkryty właśnie w Gliwicach i ta pięknie wkomponowuje się w przekazywaną w mieście z pokolenia na pokolenie historię. Właśnie za to kocham archeologię!

P.S. Ukłony dla Lesia i Patryka za pomoc w pracach.

med

Z przyklasztornego ogrodu

Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego w Gliwicach to jedna z najbardziej rozpoznawalnych budowli sakralnych w mieście. Początki tutejszego kościoła sięgają już przełomu XV i XVI stulecia. Pierwszą murowaną świątynię wybudowano tu w stylu barokowym w 1 połowie XVII w. Nieco wcześniej, w początkach XVII stulecia przy kościele powstał klasztor Franciszkanów. To właśnie w nim miał zatrzymać się w drodze pod Wiedeń w 1683 r. król Polski Jan III Sobieski. Obecna bryła, ukształtowana została po rozbudowie z la 20-tych XX w. Niestety przez wieki kościół trawiły pożary, ostatni w 1980 r. zniszczył jego piękne wnętrze.

werner
Klasztor franciszkanów w Gliwicach na rysunku Friedricha Bernharda Wernera (zbiory: Biblioteka Uniwersytetu Wrocławskiego)

Klasztor znany jest z XVIII-wiecznego wizerunku stworzonego przez Friedricha Bernharda Wernera, choć trudno dziś odgadnąć, czy to późniejsze przebudowy klasztoru czy licentia poetica autora tego szkicu sprawiają, że trudno się w nim do końca odnaleźć. Jeśli wejście do Kocioła zostało tu poprawnie umieszczone, to wydaje się, że nasze prace prowadziliśmy od strony dawnego, przyklasztornego ogrodu.

Ale właśnie – co to za prace. W ostatnim czasie GPA prowadziło nadzór przy inwestycji związanej z budową nowej instalacji CO do budynków klasztornych. Prace prowadzono wzdłuż północnej ściany kościoła i klasztoru. Niestety teren ten był już w przeszłości wielokrotnie przekopany w trakcie remontów (szczególnie podczas remontu w latach 1924-25) oraz późniejszych różnego przyłączy do budynków. Nie mniej jednak podczas prac, w warstwie ziemi z gruzem udało się odkryć zarówno pewne detale konstrukcyjne budynków kościoła i klasztoru, jak też zabytki ruchome.

plan
Rozplanowanie kościoła i klasztoru (źródło: Katalog Zabytków Sztuki w Polsce).

Rozplanowanie kościoła oraz klasztoru jest powszechnie znane i dostępne w literaturze. W każdym razie, w wykopie pod nowe CO pięknie odsłonięte zostały górne partie fundamentu, na którym zbudowano kościół. Jak widać jest on o 30 cm szerszy od jego ścian. Zbudowano go z różnej wielkości kamieni, układanych warstwami na zaprawie wapiennej. Niestety nie udało się dotrzeć do momentu posadowienia fundamentu, lecz z znając już trochę realia budowy kościołów barokowych [Gliwice-Czechowice – hic! ;)] sądzę, że mogą dochodzić przynajmniej do 2 m od poziomu, na którym umieszczono podstawę ściany bocznej świątyni.

Co ciekawe, w wykopie odsłonięte zostały również relikty elementów architektury bryły klasztoru przylegającego do kościoła. Są to zapewne fundamenty dwóch szkarp (przypór), niegdyś wzmacniających ścianę klasztoru. Udało mi się ustalić, że zostały one rozebrane w trakcie remontu w latach 1924-25. Wzniesiono je z kamieni i cegieł, łącząc je zaprawą wapienną. Zostały zadokumentowane i wiedza o nich już nie zginie ;).

IMG_0053
Fundamenty nieistniejących szkarp przy ścianie klasztoru (fot. R.Z)

W wykopie odkryliśmy, wraz ze wspierającym mnie detekcyjnie w zadaniu Krzyśkiem (dzięki!) trochę ceramiki naczyniowej oraz kafli, pochodzących głównie z przedziału czasowego XVIII-XIX w. oraz fragment osełki kamiennej. Naczynia te używane były być może przez zakonników, a po stłuczeniu znalazły swoje miejsce na przyklasztornym śmietniku historii. Niewykluczone, że z pięknie zdobionych i szkliwionych kafli zbudowany był w przeszłości piec ogrzewający wnętrza klasztoru. To taki swoisty znak czasu – budując nowoczesne CO natrafiamy na elementy tego z przed wieków…

Najciekawsze zabytki to jednak numizmaty – monetki: srebrny floren Franciszka Józefa z 1859 r. oraz słabiej zachowany, denar węgierski Rudolfa II Habsburga z lat 1579-1602 (jedna z stron jest kompletnie nieczytelna).

Kościół Podw. Krzyża_mona
Floren Franciszka Józefa z 1859 r. (fot. R.Z)

Pierwsza z monetek jest dosyć powszechna. Druga, związana jest być może ze starszym kościołem drewnianym, wzniesionym w początkach XVI w., który miał poprzedzać obecną murowaną świątynię.

Kościół Podw. Krzyża_mona1
Denar węgierski Rudolfa II Habsburga z lat 1579-1602 (fot. R.Z)

W wolnej chwili zachęcam poczytanie o Rudolfie II…chyba jedyny cesarz, którego znam, który ma w 100% wege portret…;)

To tak pokrótce wszystko. Wszystkie zabytki trafią oczywiście do Muzeum w Gliwicach.

Do usłyszenia!

RZ

Co z tym zabytkiem?

Wiele osób, które spotykam w swojej codziennej pracy pyta: No dobrze, zabytek odkryty – a co się z nim potem stanie? Postanowiłem tak krótko, może nazbyt ogólnie, a może nie o tym napisać ;).

Oczywiście tuż po odkryciu każdy zabytek należy stosownie ‚zainwentaryzować’, wpisać go do tzw. inwentarza polowego, który prowadzi się bezpośrednio na wykopie. W momencie znalezienia zwykle wypisuje się mu również metryczkę, aby podczas później, już w trakcie prac gabinetowych wiedzieć, gdzie dany zabytek został odkryty, tzn. w którym wykopie, w której warstwie, etc. Metryczka zatem trafia do woreczka razem z zabytkiem. Wiem, że wydawać się niektórym z Was może, że przy dużych wykopaliskach, tysiącach zabytków i ogólnym pędzie proces ten pochłaniać potrafi dużo pracy… Tak jest – ale myślę, że to kwestia odpowiedniego podejścia i praktyki 😉

Podczas prac gabinetowych zabytki się czyści z pozostałości ziemi, niektóre myje. Przykładowo ułamki naczyń zwykle starannie się szczotkuje w wodzie i suszy, czasem niczym normalne talerze po obiedzie 😉 Następnie fragmenciki rozkłada się na dużym stole i próbuje się z nich, niczym z puzzli odtworzyć większe partie naczyń, a nawet całe! Zabytki żelazne – te niekoniecznie się myje, bo zwykle po kilkuset latach leżenia w ziemi są tak zardzewiałe, że dodatkowa kąpiel może się dla nich zakończyć zupełną destrukcją. Zwykle trafiają one szybko do specjalistów od konserwacji metali, którzy czyszczą je, a następnie zabezpieczają różnymi środkami chemicznymi przed dalszą korozją. Każdy rodzaj zabytku, w zależności z jakiego tworzywa go wykonano, należy stosownie potraktować, aby wyjęty ze środowiska, w którym spędził setki lat w parę sekund nie zamienił się w kupkę pyłu. Tu oczywiście trochę przejaskrawiam temat, ale wierzcie, zabytki wykonane np. ze skóry czy drewna jak wyschną i ‘poodychają’ współczesnym powietrzem mogą szybko się zniszczyć.

butla

Wyklejone, zakonserwowane zabytki archeolog opisuje, rysuje, fotografuje – słowem wszystko to co często określa się fachowym mianem tzw. ‘opracowania’. To etap, który osobiście uwielbiam ;).

Opisane zabytki trafiają do sprawozdania z badań wykopaliskowych, które archeolog powinien złożyć do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Ale co później z zabytkami?

Zwykle ostatecznie trafiają do odpowiedniego dla danego terenu Muzeum. Ale razem z nim do tego Muzeum powędrować powinna karta zabytku, zrobiona przez archeologa dla każdego z nich. Nie zawsze wykonuje się karty dla tzw. zabytków masowych, (np. dwieście ułamków nieornamentowanego szkła okiennego), takich o niskiej wartości poznawczej – ale tu już zależy od Muzeum i zwyczajów tam panujących. Pamiętacie „Butelkę z historią”, o której kiedyś pisałem na blogu https://wordpress.com/post/archeozr.wordpress.com/484 . Dzisiaj pojedzie do Wodzisławia, gdzie trafi do zbiorów miejscowego Muzeum. Wcześniej musiałem dla niej właśnie wykonać taką kartę, zawierającą podstawowe dane o zabytku. Ja korzystam w tym celu ze świetnego programu stworzonego zarówno dla dużych Muzeów, ale także dla ‚niszowych graczy’ w kulturze jak GPA…;) Polecam wszystkim zaglądniecie tu: http://www.tempus24.pl/wp/?page_id=38 , a także do kompatybilnej dla programu przeglądarki zasobów muzealnych http://simuz.pl/ , która już w tej chwili jest oknem na świat dla tysięcy zabytków z górnośląskich Muzeów 😉 Polecam jako archeolog, ale także jako człowiek 😉

No nic, to tak w ogóle i w szczególe chyba tyle 😉 Niedługo znowu w teren…gabinet poczeka na zimę…;) Gdy za oknem plucha, można sklejać dzban od ucha 😉

W poszukiwaniu medalika Św. Bartłomieja

Obiecałem jakiś czas temu, że kiedy wrócą po konserwacji zabytki odkryte w trakcie remontu muru przy starym kościele pw. Św. Bartłomieja w Gliwicach to je tutaj Wam zaprezentuję. A więc przyszedł ten czas. Oczywiście nie będę tu się rozpisywał o wszystkich, ale może tylko o tych najbardziej ciekawych, czy wręcz niespodziewanych, czy wreszcie, w przypadku niektórych z nich, dosyć rzadkich na Śląsku czy nawet na terenie Polski. Ostatnio w rozmowie, pleban tutejszej parafii zapytał czy pośród znalezisk nie ma czasem medalika Św. Bartłomieja, bo było by to znalezisko o tyle wspaniałe, bo związane z patronem tutejszej parafii. Niestety nie, nie ma wśród nich takiego egzemplarza, ale może kolejne sezony to zmienią? Zobaczymy! 😉

aaa
Nieco ‚romantyczna’ wizja kościoła Św. Bartłomieja (rys. Ryszard Zdaniewicz)

Dodam tylko, o czym pisałem już w poprzednich postach dotyczących tych badań, że wszystkie znaleziska związane są z tzw. warstwą cmentarzyskową, która stanowi relikt cmentarza, na którym jeszcze w XIX w., a być może nawet w początkach XX w. chowano zmarłych z okolicznych Szobiszowic. Wszystkie zabytki, o których będę pisał poniżej pochodzą z przedziału czasowego od 1 poł. XVII po 2 poł. XVIII w.

m1
Medalik Św. Benedykta (fot. Radosław Zdaniewicz)

Jednym z najciekawszych okazów jest chyba pięcioboczny medalik benedyktyński, wybity na blaszce ze stopu miedzi. Na jego awersie znajduje się postać Świętego, lecz jest ona niestety słabo czytelna. Nie do końca czytelny jest również awers. W środku, w pierścieniowym, ośmiobocznym otoku krzyż tzw. „karawaka” z literami w pionie i poziomie, stanowiącymi skróty sentencji religijnych. Ważny napis widnieje w narożnikach krzyża „C S P B” (Crux Sancti Patris Benedicti). Na podstawie analogii można go datować na okres 2 poł. XVII – 1 poł. XVIII w.

m5
Medalik franciszkański (fot. Radosław Zdaniewicz)

Kolejny, zapewne XVII wieczny medalik przedstawia dwoje świętych związanych z innym zakonem – franciszkanów. Na awersie widnieje piękne przedstawienie Św. Elżbiety Aragońskiej, kanonizowanej przez papieża Urbana VIII, w 1625 roku. Królowa była wielką tercjarką zakonu franciszkanów, żyła w ubóstwie i ascezie,  dnie spędzała na modlitwach. Była zatem uosobieniem prostego życia zgodnego z Bogiem. Co ciekawe , medalik ze świętą odkryty został również w krypcie związanej z nieistniejącym kościołem Św. Jerzego w dzisiejszych Gliwicach Czechowicach. Wydaje się, iż jej kult mógł być stosunkowo mocny w tej części Górnego Śląska w siedemnastym stuleciu, szczególnie wśród chłopstwa. Na odwrocie widnieje natomiast franciszkanin, Św. Antoni z Padwy, w scenie z dzieciątkiem. W ikonografii często jest on przedstawiany właśnie z niemowlęcym Jezusem, co ma podkreślać, iż jest on również patronem dzieci.

m2
Medaliki jezuickie (fot. Radosław Zdaniewicz)

Wśród medalików są również okazy jezuickie. Najlepiej zachowany jest niewielki okaz, pochodzący z również z XVII wieku. Awers posiada czytelne wyobrażenie Św. Ignacego Loyoli, a rewers Św. Franciszka Ksawerego. Obaj byli założycielami zakonu jezuitów i zostali kanonizowani w dniu 12 marca 1622 przez papieża Grzegorza XV. Z jezuitami tym być może związany jest również drugi medalik, o zdecydowanie większych rozmiarach i pochodzący już z XVIII stulecia. Niestety nie jest on do końca czytelny, szczególnie na otoku, co sprawia iż kwestię wizerunków można zostawić na chwilę obecną otwartą.

m3
Medalik bernardyński (fot. Radosław Zdaniewicz)

Zaskakującym i bardzo rzadkim medalikiem jest okaz, na którego stronach znalazło się dwóch błogosławionych kościoła katolickiego, bernardynów – bł. Jan z Dukli, a na odwrocie, bł. Władysław z Gielniowa. Pierwszego z nich, błogosławionym ogłosił w 1733 r. papież Klemens XII, drugiego w 1750 r. papież Klemens XIII. Co ciekawe bł. Władysław w 1759 r. edyktem papieskim został patronem Królestwa Polskiego i Litwy. Medalik związany był z ruchem pielgrzymkowym do Rzymu, o czym świadczy napis ROMA. Niezwykle interesująca jest postać bł. Jana z Dukli, kaznodziei i pustelnika. Tak jak Gliwice uchroniła od masfledowskiej armii Matka Boska, tak w 1649 r. Lwów przed wojskami Chmielnickiego i Tuchajbeja uratować miało wstawiennictwo Jana z Dukli, który miał się objawić nad miejscowym klasztorem bernardynów i odstraszyć najeźdźców. Ciekawym miejscem jest pustelnia błogosławionego, w Trzciannie w Beskidzie Niskim, miejsce pielgrzymek wielu wiernych, szczególnie Polski wschodniej. Parę lat temu odwiedziłem to miejsce, nawet piłem cudowną wodę z bijącego tu źródła;). Ponoć ma mi dać dużo zdrowia!

Wśród zabytków są również medaliki z przedstawieniami Marii oraz Jezusa. Ukazano ich w różny sposób, bardziej lub mniej schematycznie. Z Jezusem Chrystusem związane są krzyżyki trójlistne, przedstawiające scenę ukrzyżowania.

m4
Medaliki z przedstawieniami Jezusa i Marii, krzyżyki i moneta (fot. Radosław Zdaniewicz)

Na koniec przedmiot niedewocyjny , lecz również związany z cmentarzem otaczającym niegdyś szobiszowicki kościółek –moneta. Jej znalezisko związane jest zapewne z wielowiekową tradycję wkładania monet do grobów zmarłych, jako swoistej ‘zapłaty za przeprawę na drugą stronę’. Odkryta moneta to pochodzący z żagańskiej mennicy srebrny greszel cesarza Ferdynanda II Habsburga(1619–1637) z roku 1625. Jest ona kolejnym  materialnym świadectwem tego, że w początkach XVII w. chowano tutaj zmarłych.

P.S. Ukłony niske za wparcie w badaniach i detekcję dla niezawodnego trio KM, LD I TŁ, no i oczywiście Astrid Katarzyna Hasiak za konserwację odkrytych zabytków 😉

P.S.2. Wszystkie zabytki trafią do zbiorów Muzeum w Gliwicach.