Blog badawczy

Ekspedycja Nieborowice

Parę tygodni temu, w jednym z postów pisałem, że udałem się na niezwykle ciekawą wycieczkę w rejon Pilchowic, Nieborowic i Stanicy z miejscowymi miłośnikami historii (tu link: https://archeozr.wordpress.com/2018/05/09/na-nieznanych-wodach/ ). Ale nic tak nie pobudza apetytu odkrywców jak przejście od słów do czynów 😉 Pragnę zatem donieść, że wyprawa ta zaowocowała wspólną, społeczną akcją badawczo-weryfikacyjną, w której wzięły udział: GPA, członkowie Stowarzyszenia Pilchowiczanie Pilchowiczanom oraz grupka  pasjonatów przeszłości  Górnego Śląska.

 

dav
Łąka na południe od kopca (fot. aut.)

Korzystając z podkładów ze skaningu laserowego powierzchni Ziemi dostępnych na portalu http://www.geoportal.pl oraz wiedzy terenowej moich współpracowników podjęliśmy misję weryfikacji jednej z czytelnych anomalii terenowych.  Chcieliśmy ustalić genezę jej powstania, tzn. w najprostszych słowach: to, czy jest ona śladem działalności człowieka. W terenie  anomalia ta to nic innego jak w miarę regularny pagórek o średnicy u podstawy ok. 40 m, wysoki na ok. 2-3 m, zlokalizowany na zachód od Nieborowic w niewielkiej odległości od dawnego traktu z Rud Raciborskich w kierunku Gliwic. Jest on obecnie mocno zalesiony, a od jego południowej strony przylega łąka z niewielkim mokradłem. Podejrzewaliśmy, że powstanie wyniesienia wiązać się mogło z istnieniem tu średniowiecznej siedziby rycerskiej w formie drewnianej wieży na kopcu ziemnym – typowej dla okresu XIII-XV w. na Górnym Śląsku i nie tylko. Regularność wyniesienia i jego położenie wskazywały na taką właśnie jego funkcję w przeszłości.

http://mapy.geoportal.gov.pl/imap/?locale=pl&gui=new&sessionID=4011711

Po uzyskaniu wszystkich stosownych Pozwoleń, od właścicieli terenu oraz Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków (którym w tym miejscu serdecznie dziękuję w imieniu ekipy za pomoc i wsparcie!) założyliśmy dwa wykopy sondażowe – na kulminacji interesującego nas kopca oraz u jego podstawy. Dodatkowo teren pagórka oraz jego najbliższe otoczenie objęliśmy poszukiwaniami przy użyciu detektorów metali, w celu namierzenia przedmiotów metalowych, związanych z funkcjonowaniem ewentualnej rezydencji rycerskiej.

 

 

Wykopy, które założyliśmy w obrębie domniemanego stanowiska archeologicznego niestety nie potwierdziły naszej hipotezy. Mimo ogromnego zapału i najszczerszych chęci nie znaleźliśmy tu siedziby, której poszukiwaliśmy. Kopiec to forma naturalna. Cóż archeologia bywa czasem ‘okrutna’, podobnie jak piłka nożna – co słyszę ostatnio często w telewizji z racji rosyjskiego mundialu  (ciekawe, że w kontekście biegających po boisku 22 milionerów! ;)). Prace poszukiwawcze dostarczyły nam jednak kilka różnych przedmiotów – fragmentów podków, być może elementów rzędu końskiego oraz tajemniczą blaszkę z numerem ‘8445’ (może ktoś będzie wiedział co to za identyfikator – proszę o informację w komentarzach ;). Przedmioty te związane są być może z biegnącym nieopodal traktem, o którym wspominałem, a być może też z wykorzystywaniem rolniczym tego terenu w przeszłości? W każdym razie wszystkie znaleziska namierzaliśmy przy pomocy gps, aby były zlokalizowane przestrzennie.

 

 

Mimo braku spektakularnych sukcesów naszej nieborowickiej ekspedycji, ten czas wykorzystaliśmy wybornie! Były rozmowy o historii, o znaleziskach, o ciekawych miejscach nad rzeką Bierawką, wspólna kontemplacja niewątpliwie pięknej tutejszej przyrody i budowanie kolejnych planów archeologicznych 😉 Wszystko to sprawia już teraz, po zakończeniu Ekspedycji Nieborowice, że nasz zapał badawczy, chęć odkrywania tego co nieodkryte  i poziom wrażliwości na dzieje Górnego Śląska  mają się bardzo dobrze i być może jeszcze w tym roku przekujemy to w kolejną misję archeologiczną! Nie skłamię również, jak stwierdzę, że nasza akcja przyniosła jednak jakiś efekt. Jeden ciekawy obiekt w tym rejonie mamy już zweryfikowany, co też jest wiedzą nabytą, która nie zginie, będzie ‘przelana na papier’ i zostanie w spadku naszym potomnym. Sprawozdanie z prac trafi oczywiście do archiwum Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Katowicach.

wsp
Ekipa prawie w komplecie 😉
Reklamy

Na pyskowickiej Starówce

W ostatnich dniach zacząłem prowadzić nadzór archeologiczny przy pracach związanych z remontem ul. Cmentarnej w górnośląskich Pyskowicach.  Prace badawcze na razie nabierają tempa, bo inwestycja ogranicza się do prostowania ‘pokrzywionych’ przez czas (a może bardziej koła samochodów 😉 ) kostek brukowych. Dlatego korzystając z czasu przechadzam się trochę po tutejszej Starówce. A miejsce to sądzę kryje jeszcze wiele archeologicznych niespodzianek, czego sam doświadczyłem, bodajże w 2009 roku.

 

Ulica, na której prowadzę nadzór była w przeszłości jedną z głównych dróg prowadzących do miasta od strony zachodniej. Jest to istotne, bo miasto leżało na szlaku handlowym prowadzącym z Krakowa do Wrocławia. Położenie stwarzało dobre warunki do funkcjonowania tutaj grodu z osadą targową, który jak się uważa powstał we wczesnym średniowieczu. Lokalizowany on był prawdopodobnie w części zachodniej obecnego miasta. Jednak brak na ta chwilę materialnych dowodów, które mogłyby potwierdzić tą hipotezę, gdyż nie prowadzono tu w przeszłości żadnych badań archeologicznych.

Plan Pyskowic z 1810 r.
Plan Pyskowic z 1810 r. (źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Przy obecnej ulicy Cmentarnej, na wydatnym wyniesieniu znajduje się jeden z najstarszych kościołów Pyskowic – kościół pw. św. Stanisława. Obecna bryła kościoła pochodzi z lat 1865-69, jednak wcześniej miał w tym miejscu stać drewniany kościółek zbudowany w 2 połowie XVII w.

fot.1
Kościół pw. św. Stanisława przy ul. Cmentarnej w Pyskowicach

Zasiedlenie okolic Pyskowic rozpoczyna się już w okresie epoki kamienia (paleolit/mezolit). Pojedyncze ślady osadnicze pochodzą z młodszej epoki kamienia – neolitu, następnie z późnej epoki brązu i okresu wpływów rzymskich. Drobne zabytki z tych epok znajdują się w zbiorach Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu.

Najwięcej pozostałości po działalności człowieka na terenie Pyskowic wiąże się z okresem średniowiecza. Pyskowice należą bowiem do grupy najstarszych miast Górnego Śląska lokowanych na prawie niemieckim (magdeburskim) około poł. XIII w.  Pierwsza historycznie udokumentowana informacja o Pyskowicach pochodzi już z roku 1256. Zawarta jest w dokumencie wystawionym przez wrocławskiego biskupa Tomasza. Wymienieni w tym dokumencie bracia „Lutozat” i „Lonek”, synowie „Pisca”, proszą biskupa o wsparcie dla wybudowanego przez nich kościoła. Biskup, przychylając się do ich prośby, przyznał na rzecz tegoż kościoła pod wezwaniem św. Pawła w „Piscowiczych” dziesięcinę z kilku sąsiednich wsi.

Najstarsze nawarstwienia i zabytki, jakie udało mi się odkryć w Pyskowicach pochodzą z 1 połowy XIV wieku. Możecie o nich poczytać tutaj:

https://www.academia.edu/3504189/Wyniki_bada%C5%84_archeologicznych_przy_ul._Armii_Krajowej_w_Pyskowicach_woj._%C5%9Bl%C4%85skie

https://www.academia.edu/31069160/Wyniki_prac_archeologicznych_przy_ul._Poniatowskiego_13_w_Pyskowicach_woj._%C5%9Bl%C4%85skie

Szczególnie cennym zabytkiem jest głowica miecza średniowiecznego, odkryta w rejonie ziemnych umocnień miasta  z początków jego funkcjonowania.  Zainteresowanych odsyłam:

https://www.academia.edu/3370781/Dwie_oktagonalne_g%C5%82owice_mieczy_z_terenu_G%C3%B3rnego_%C5%9Al%C4%85ska

Czy uda mi się odkryć coś równie ciekawego na ul. Cmentarnej? Czas pokaże 😉

Wypatrzone w terenie

W ostatnich latach, głównie z racji prowadzonych nadzorów archeologicznych często bywam w podgliwickim Rudzińcu. I przyznam szczerze, że lubię tu przyjeżdżać – i ze względu na przyrodę i na zabytki. W miejscowości znajduje się ciekawy, choć niestety nie udostępniany do zwiedzania pałac, zbudowany w 1 połowie XIX w przez rodzinę von Ruffer-Rother. Rudziniec znany jest jednak turystom dzięki pięknemu drewnianemu kościółkowi pw. Świętego Michała Archanioła, wybudowanemu w początkach 2 połowy XVII wieku (tu poczytacie o nim: https://sad.slaskie.travel/Poi/Pokaz/3260 ). Ja osobiście sądzę jednak, że miejscowość kryje jeszcze przynajmniej jeden ciekawy zabytek 😉

Już kilka lat temu, podczas jednej z moich peregrynacji archeologicznych po powiecie gliwickim zaciekawił mnie jeden intrygujący obiekt, znajdujący się obecnie w parku przypałacowym w Rudzińcu. Park jest niesamowity – wyremontowane i utwardzone ścieżki pozwalają swobodnie się przechadzać i podziwiać, mam wrażenie że miejscami zupełne pozbawioną ingerencji ludzkiej przyrodę (polecam!). Wzdłuż parku płynie niewielki potok (Lisi Potok), rozlewający się okresowo na najbliższe mu tereny. I właśnie wśród tych podmokłych łęgów znajduje się regularny pagórek, który przykuł moją uwagę.

bty
Pagórek w Rudzińcu od południa

Na wiosnę tego roku, kiedy przyroda nie wystrzeliła jeszcze pełną siłą odwiedziłem wraz ze znajomym miłośnikiem historii po raz kolejny tajemniczy pagórek, w celu dokładniejszych jego oględzin. Pagórek ma dosyć regularny kształt na planie owalu, i dosyć sporą średnicę, powyżej bo 25 m. Wiele wskazuje na to, iż kopiec ten nie powstał w sposób naturalny. Szczególnie jest to widoczne od strony północnej, gdzie teren przylegający jest wyraźnie przegłębiony. Na kulminacji kopca znajduje się spora „wyrwa” – być może za sprawą wybierania piasku na potrzeby pobliskich zabudowań. Na jej brzegach, a także na stokach zewnętrznych kopca odkryliśmy kilka fragmentów ceramiki nowożytnej – zapewne XVI/XVII-wiecznej. Łącząc to wszystko w całość jestem coraz bliżej stwierdzenia, że na kopcu tym w przeszłości stać mógł dwór szlachecki miejscowego posiadacza ziemskiego.

Podobny kopiec, na którym w przeszłości stał dwór z czasów wczesnonowożytnych badałem kilka lat temu w Kozłowie. Tam udało się odkryć zarówno relikty ścian szachulcowych, piękne kafle, z których zbudowany były piece ogrzewające wnętrza, a także wiele narzędzi rolniczych używanych na co dzień w majątku ziemskim – topory, siekiery, motyki, łopaty, widły (możecie je zobaczyć na wystawie w Zamku Piastowskim w Gliwicach). Podobny obiekt znajdował się w pobliskim Rudnie, o czym pisałem jakiś czas temu przegrzebując materiały z badań z lat 70-tych znajdujące się w zbiorach Działu Archeologii Muzeum w Gliwicach (tu link: https://www.academia.edu/10333814/W_kwestii_interpretacji_i_chronologii_kopca_ziemnego_w_Rudnie ).

bty
Skorupki nowożytne z kopca

Co ciekawe rudziniecki pagórek znajduje się ok. 100 m w linii prostej od kościoła pw. Świętego Michała Archanioła, co też umacnia mnie w moich tezach ;). Kościół miał być wzniesiony z inicjatywy Wacława Pełki, właściciela tutejszego majątku. Czy szlachcic ten zamieszkiwał w pobliżu fundowanej przez siebie świątyni – tego niestety jeszcze nie wiem, ale będę drążył temat, jak to ja i moje GPA ;).

Codzienność

Codzienna praca na wykopaliskach, eksplorowanie, odkrywanie to coś co przyprawia wielu o dreszczyk emocji (w tym oczywiście mnie!). W każdej chwili pod łopatą czy gracką może wyskoczyć jakiś wyjątkowy przedmiot – materialny okruch czasu, który od razu wprawia w euforię ekipę badawczą, nie mówiąc o znalazcy ;). Dla takich momentów warto wyrzucać metry sześcienne ziemi 😉

Po wykopaliskach przychodzi taki czas, kiedy wszystkie znaleziska należy oczyścić, posegregować, opisać. Wybrać zabytki do konserwacji, ułamki naczyń rozłożyć , sprawdzić, czy coś się może wykleja w większą partię naczynia, etc, etc. Do tego dokumentacja polowa z badań. A na koniec trzeba jeszcze napisać sprawozdanie z prac i przygotować karty zabytkom, żeby mogły trafić do najbliższego Muzeum. Słowem pracy czasem drugie tyle co na wykopie;)

dav

Ale powiem Wam, że ja poza samym „kopania” uwielbiam te gabinetowe potyczki z zabytkami. Nawet jak trafia mi się taki materiał jak teraz, czyli setki fragmentów naczyń i kafli piecowych. Wszystkie trzeba zliczyć, odnotować ile było części przywylewowych naczyń, ile środkowych, przydennych, ile uch, nóżek czy pokrywek. Wydzielić te, których powierzchnia była zdobiona od tych niezdobionych. Nie wspominając już o tym, że w przypadku takich ułamków jak te, czyli nowożytnych należy jeszcze zwaloryzować je pod kątem technologii wykonania. No i na koniec wybrać te najciekawsze ułamki do rysowania czy fotografowania, a potem to zrobić… Podejrzewam, że większość populacji świata w tym momencie miałaby już dosyć archeologii po grobową deskę;) Dla mnie to nic strasznego. W całej tej mrówczej pracy energii dodają mi takie niepozorne niuanse, jak ładny ornament na skorupie czy ułamku kafla. Ale to wiadomo, co kto lubi 😉

W każdym razie w GPA praca trwa i pomyślałem, że się z Wami tym podzielę 😉

Kamieniczna zagadka

Starówki górnośląskich miast to miejsca licznych nadzorów i badań archeologicznych. Zazwyczaj prace ziemne prowadzone są w nawierzchni ulic i chodników. O wiele rzadziej zdarza się, że archeolog wkracza na teren działki mieszczańskiej. Ale czasem się zdarza…

Podstawą do rozpoznania terenowego jest wówczas kwerenda archiwalna. Stare mapy, plany, zapiski, etc. Często to dzięki dokumentom można przynajmniej szacować szanse na znalezienie czegokolwiek, co leży w gestii zainteresowania archeologa. Wiele budynków, które powstawały szczególnie w XIX i XX w. na starówkach miast górnośląskich jest niestety podpiwniczona. Budowy piwnic często nie były poprzedzone żadnym rozpoznaniem archeologicznym. Takie były czasy… Choć trzeba przyznać, że w okresie przedwojennym prace ziemne np. na bytomskiej Starówce były w mniej lub bardziej dokładny sposób dokumentowane przez badaczy niemieckich z miejscowego Oberschlesisches Landesmuseum.

Ale dlaczego Wam o tym piszę? Do GPA spłynęło ostatnio zamówienie na nadzór archeologiczny przy budowie dużego budynku w centrum Bytomia, przy ul. Krakowskiej 24.(niegdyś nr 33). Teren ten jest obecnie wyrównany i znajduje się tu parking. Chciałem zrobić fotkę – ale stoi tam tyle aut, że to chyba nie ma sensu 😉

Plan Bytom
Fragment planu Bytomia z 1910 r. z zaznaczoną działką i kamienicą przy obecnej ul. Krakowskiej 24 (niegdyś nr 33)

Trochę poszperałem i okazało się, że w 1874 stanęła w tym miejscu kamienica, której projektantem był bytomski mistrz murarski Ferdinand Herrmann. Budowę kamienicy zlecił nie byle kto, bo Otto Friedländer, królewski radca handlowy, który był założycielem spółki „Vulkan”, obejmującej, m.in. kopalnię „Rozbark” i hutę „Bobrek”. Takie informacje znalazłem m.in. w archiwum Urzędu Miejskiego w Bytomiu oraz na niezwykle interesującej witrynie dotyczącej zabytkowych budynków w Bytomiu:              http://www.architekturabytomia.org/pl/budowla/adres/Krakowska+24.

 

 

Widok kamienicy przed wyburzeniem w 2005 r. (źródło: http://www.fotopolska.eu)

Kamienica, wraz z większością przybudówek zostały rozebrane ostatecznie w 2007 r., gdyż ich stan groził zawaleniem. Niestety, jak wynika z planów cała działka była zabudowana, a sama kamienica i budynki dodatkowe w dużej części podpiwniczone. Szansa na odkrycie starszych, sięgających średniowiecza nawarstwień jest zatem teoretycznie ograniczona… ale jak pisałem powyżej, to co w ziemi, nie zawsze jest odzwierciedleniem tego co na planach 😉 W tym miejscu upatruję przewagę nauki zwanej archeologią nad historią (odwdzięczam się w tym miejscu małym ‚pstryczkiem badawczym’ wszystkim, którzy uważają archeologię za (o zgrozo!) – za naukę pomocniczą historii!).

Może zatem GPA dołoży kolejny piękny kamyczek w badaniach nad historią Bytomia? Będę Was oczywiście informował z frontu prac archeologicznych 😉

Mozaiki

Dużo ostatnio piszę różnych archeologicznych ‘rzeczy’, dlatego ciut jestem ospały na moim blogu. Może to dobrze – bo tutaj mogę być odrobinę bardziej refleksyjny.

Rozmawiałem ostatnio ze znajomym, umysłem ścisłym, który mocno interesuje się społecznością, w której żyje i jej historią. Właściwie przecież to nie jest ważne, czy ktoś jest archeologiem czy informatykiem – czy pracuje w którejś gałęzi górnośląskiego przemysłu czy bardziej w sferze usług. Przecież każdy powinien się interesować swoim otoczeniem, po to by rozumieć i świadomie budować społeczeństwo, w którym żyje.

Ostatnio pisząc jeden tekst reklamowy przyszedł mi do głowy taki cytat Józefa Piłsudskiego, który wkomponowałem w tekst. „Naród, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości”. A narodu przecież nie tworzą wyprodukowane w oparciu o jeden schemat roboty, a ludzie, ludzie o różnej wierze, kolorze skóry czy poglądach. Nawet jeśli jednych jest więcej od drugich, to mniejszości też są częścią całości.

W historię różnych regionów Polski, także Śląska, zawsze była wkomponowana wielokulturowość. Myślę, że czasem widać to również w materiałach z badań archeologicznych, a już z pewnością wśród zabytków przechowywanych w działach historii czy historii sztuki lokalnych muzeów. Choć mam wrażenie, że definicja zabytku archeologicznego mocno się spłaszczyła, bo archeolodzy coraz częściej dotykają historii najnowszej. Poza tym co decyduje o tym, że przedmiot jest zabytkiem archeologicznym – to, że znaleziono go w ziemi i jest związany z działalnością człowieka. Sami chyba wyczuwacie tą płynność?.

Śladami tej koegzystencji rożnych ludzi we wspólnocie społecznej są również zabytki architektury, pomniki czy inne miejsca pamięci, a także cmentarze. I dlatego jeżdżąc, chodząc czy biegając po Gliwicach czy Śląsku lubię zaglądać w takie miejsca, miejsca ‘niemeinstrimowe’, często ‘zastygłe’, ale pełne tego czego każdy archeolog poszukuje – ludzi i ich historii.

Wrzucam Wam tu parę zdjęć z Cieszyna, ze starego cmentarza żydowskiego. Dla mnie, w Cieszynie historyczne mozaiki kulturowe czuć najbardziej, na każdym kroku. Ale to sami się wybierzcie i oceńcie 😉

1

5

2

7

4

6

3

 

 

 

 

 

Hrad i miasto niezdobyte

Średniowieczna architektura militaris ma wiele niesamowitych oblicz i niezmiennie chyba przyciąga uwagę ludzi, od pasjonatów po niedzielnych turystów, we wszystkich zakątkach globu. Murowana twierdza, obwarowane miasto czy obronny kościół – każde z nich ma coś w sobie, jakiś swoisty magnes, który ekscytuje. Ale fortecę, którą kilka wieków wstecz wybudowano na wzgórzu nieopodal morawskiej miejscowości Lipnik nad rzeką Bečvou, tj. hrad Helfštýn zdecydowanie uznaję za ‚ferrari’ w tej kategorii zabytków architektury.

Kamienna, wieloczłonowa forteca, która w szczytowym okresie, w XVI i XVII wieku posiadała cztery dziedzińce, trzy fosy i pięć bram i bajeczną wręcz długość 180 m i szerokość dochodzącą do 150 m to, jak wyczytałem, jeden z największych zamków w Czechach i całej Europie Środkowej. Jego właścicielami na przestrzeni wieków były najbardziej znaczące rody czeskie. Jednak to chyba w czasach nowożytnych, gdy był on własnością rodów Pernštejn i Ditrichštejn przeżywał szczyt swojej świetności. Hrad ufortyfikowano wówczas dodatkowym systemem bastionów i innych elementów fortyfikacyjnych, dostosowując go zmieniających się realiów pól bitewnych czasów nowożytnych. Rozwój artylerii podyktował bowiem nowe warunki walki. W każdym razie jedno jest pewne – zamek nigdy nie został zdobyty przez żadną oblegającą go armię.

 

 

 

Z zamkiem Helfštýn wiąże się jeden epizod historyczny, który zainteresował mnie szczególnie. Może dlatego, że wystąpił on w kontekście moich Gliwic? 😉

Ale może od początku. Przenieśmy się do 1 połowy XVII w. Europę tego czasu zmagał jeden z największych konfliktów w jej historii – konflikt na podłożu religijnym, zwany Wojną trzydziestoletnią (1618-1648). 25 kwietnia 1626 r. dowodzący protestanckimi wojskami duńskimi Ernst von Mansfeld został pokonany przez katolików dowodzonych przez Albrechta von Wallenstein pod Dessau, na terenie dzisiejszych Niemiec. Przegrupowawszy i uzupełniwszy swe wojska Mansfeld ruszył wówczas przez Śląsk na Węgry, gdzie zamierzał zjednoczyć siły z Bethlenem Gaborem, podobnie jako on występującym przeciw katolickim Habsburgom. W pierwszej połowie sierpnia sam Mansfeld, a być może tylko część jego oddziałów oblegały Gliwice. Miasto jednak nie zostało zdobyte, wg tradycji dzięki dzielnej obronie mieszkańców. Mansfeld następnie ruszył w kierunku Węgier, najpierw na Morawy i w końcu sierpnia znalazł się pod zamkiem Helfštýn. Jednak pościg wojsk Wallensteina uniemożliwił mu dłuższe obleganie twierdzy i prawdopodobnie do jego zdobycia próbował jedynie ‘forteli’ (o czym informacje znalazłem w starej książce I. Kahliga, Hrad Helštýn na Moravě)

helfstyn

Benno Nietsche, twórca niedawno przetłumaczonej na język polski „Historii Miasta Gliwice” (tu dostępny zdigitalizowany oryginał: https://www.sbc.org.pl/dlibra/show-content/publication/edition/8435?id=8435) napisał, że Mansfeld do oblężenia wysłał kilka tysięcy ludzi, a w mieście miało być około tysiąca obrońców. Miało ono trwać kilka dni i prowadzono je z użyciem artylerii. No właśnie – artylerii…O ile zrozumiałe jest dla mnie to, dlaczego Mansfeld ‘odpuścił’ sobie Helfštýn – bo jako doświadczony dowódca wiedział, że zdobycie tej twierdzy nie będzie rzeczą łatwą i krótkotrwałą, to do tej pory chodzi za mną jedno pytanie – dlaczego nie udało mu się zdobyć Gliwic? Pomijając legendy, cuda i absolutnie nie wątpiąc w waleczność Gliwiczan(!) przy podawanej ilości mansfeldyczków, jednego nie do końca rozumiem.

Rzućcie proszę okiem na świadek muru miejskiego Gliwic przy gliwickim Zamku Piastowskim czy relikt odkryty w trakcie remontu nawierzchni na ul. Pod Murami. Jego szerokość to miejscami …70 – 80 cm. Czy tylko mnie się wydaje, że ostrzał artyleryjski muru o takiej grubości, nawet z lekkich dział polowych niechybnie doprowadziłby do wytworzenia wyrwy i ułatwiłby zdobycie miasta? Czyżby tak doświadczony dowódca jak Mansfeld nie przeprowadził rozpoznania słabych punktów gliwickich umocnień przed atakiem? Może oszczędzał ‘prochy’, w kontekście rychłego połączenia sił z Bethlenem Gaborem? A może jego artyleria była dalej w rozsypce po porażce pod Dessau? A może chodziło o coś zupełnie innego? Jak mówi historia, przeprowadził bowiem nieudany szturm na mury przy użyciu drabin…

 

 

W każdym razie faktem jest, że miasto się wybroniło i jestem dumny z bohaterskiej postawy Gliwiczan i Gliwiczanek, które miały lać gorącą kaszę, na wdrapujących się na mury mansfeldczyków!

I tak to spod murów niezdobytego Helfštýnu dotarłem do murów Gliwic, również niezdobytych, przynajmniej przez Mansfelda ;). No i słusznie – wszystkie wycieczki są fajne, te historyczno-archeologiczne dla mnie najbardziej – ale wszystkie powinny kończyć się przecież w domu 😉